niedziela, 3 lutego 2013

Damashii cz.2

Hej. Obiecałam Sandrze, że dodam 2 część opowiadania do 14 ;3.
Kocham rogaliki mojej mamy, brzoskwiniowe..:P
A teraz szykujcie się, że będzie gorzej niż wcześniej xD


                                                 Damashii cz.2
 
-Yuukii...-dziewczyna odwróciła się za siebie i rozejrzała po grafitowych, zimnych ścianach sali, w której się znajdowali. Nie była w stanie dostrzec skąd dobiegł oschły głos. Sądziła iż to tylko wyobraźnia płata jej figle i nie ma się czym przejmować, po krótkim namyśle wróciła do poprzedniego stanu, żegnania się z nieboszczykiem. Stała tak przy nim jeszcze z 10 minut zastanawiając się jakby teraz to wszystko wyglądało gdyby nie zachciało jej się zaczerpnąć świeżego powietrza.
Chwilę potem ucałowała go w policzek i odeszła ocierając ciemne kropelki ze swojej brzoskwiniowej cery. Nie miała już dłużej ochoty tam zostawać, to było niemiłe, ale jednak stamtąd poszła
 Mijając kamienne pomniki, stare drzewa, obojętnych ludzi i jakieś budynki szła tak ze spuszczoną głową. Żałowała tego, że w ogóle go poznała, nie zaczekała jak zwykle, nie wysłała mu chociaż SMS'a z pytaniem za ile będzie.
Przez kilka godzin krążyła wokół miejsc gdzie razem się spotykali, jadali, przytulali i śmiali, w końcu dotarła na miejsce wypadku, zanim tam podeszłą kupiła znicz, a na miejscu go zapaliła. Wszystkie najkoszmarniejsze wspomnienia wróciły, nie potrafiła się uspokoić, a przechodnie patrzyli się na nią z żalem i współczuciem.
 Po zachodzie słońca Yu była już w swoim małym, przytulnym, czerwonym pokoju. Upadła na miękkie łóżko stojące przy ścianie. Rozmyślała, rozmyślała i znowu tajemniczy głos dał o sobie znać.-Yuki, czemu? Spójrz na mnie, proszę..-tym razem był ciepły, delikatny, ale pełny cierpienia. Zignorowała to. Przekręciła głowę w stronę okna, a z jej ust wydobył się stłumiony krzyk.-H-h-h-hikaru?! Jak? Ty nie żyjesz! Przecież, sama widziałam.. Kim jesteś i co tutaj robisz?!
-Ja? Przecież mnie poznałaś, przez kilka dni zapomniałaś o wszystkim?-mówił spokojnie, ale i nieco sarkastycznie, tak jakby sobie z niej kpił.-Przepraszam, że cię wystraszyłem. Nie chciałem tu być, ale muszę. To co teraz powiem zabrzmi dziwnie. Uzuma, bóg wszystkich zmarłych kazał mi wrócić na ziemię, ponieważ nie odszedłem z tego świata w terminie jaki mi wyznaczył. Dostałem szansę powrotu, muszę tylko zostać ojcem.-uśmiechnął się figlarnie, a potem zmienił minę na dosyć poważną.-Skarbie, czy chcesz być znowu ze mną? Żeby było tak jak w ciągu 3 lat spędzonych razem? Musimy zostać rodzicami, a wtedy to wszystko będzie trwać jakby nigdy się nie skończyło.
 -Ja.. Bardzo bym chciała, to jest cudowna szansa, ale jak? Przecież to będzie dziwne, że umarłeś, a nagle żyjesz i masz ze mną dziecko. Sam fakt, że istnieje taki bóg, a ty jesteś duchem jest nieco przerażający..
-Nie bój się o to, jeśli tu wrócę, Uzuma zmieni bieg wydarzeń lub ludzie zapomną o tym co się stało, a świadomość zachowamy tylko my.
-Złapał ją za delikatne, ciepłe dłonie.
-D-dobrze, bardzo pragnę być nadal z tobą, ale moi i twoi rodzice pewnie wykpią jeśli stworzymy nowe życie. No i.. Czy teraz tylko ja cię widzę? Czy inni także mogą cię zobaczyć?
-Obecnie tylko ty. A o tamto się nie martw, oni o wszystkim zapomną, a jedyne co będą w stanie pamiętać to to, że się bardzo kochamy i nic więcej nie będzie miało znaczenia.-Przytulił rudowłosą do swojego niewyczuwalnego ciała i pocałował w czoło. Poczuła jak chłodny, a zarazem namiętny dreszcz mknie przez jej ciało jak szalony.
-To.. co teraz będzie?-spojrzała się na czarnowłosego z miną, której wyrazu dokładnie określić się nie dało...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz