Jeej, przez całe ferie nic nie dodałam, sumimase. Całe ferie tak szybko zleciały, za szybko. Od poniedziałku szkoła, odzwyczaiłam się od tego ;-;. Na szczęście już za 4 miesiące wakacje! Odliczacie? Ja póki co nie.
Okej czas na czwartą część. Zanim zacznę muszę najpierw przeczytać poprzednie 2 chociaż, bo już nic nie pamiętam ^ ^". Okej. przeczytam i biorę się do roboty.
Damashii cz. 4
-Heheh, co proszę? Czyli mamy się no ten, przy tobie?
-A czy to jakiś problem?
-Przed chwilą przeszkadzało ci to, że się przytulamy.-Zdenerwowany mężczyzna spojrzał się na Ariesa jakby zaraz miał go zastrzelić, włożyć do worka i wyrzucić przez okno.
-To u was to się zwie "przytulamiem"?
-Przytulaniem..-poprawiła go dziewczyna uśmiechając się w zakłopotaniu.
-Pan Uzuma nie powiedział mi jak wasze okazywanie uczuć różni się od naszego. Jestem skołowany. U nas tak wygląda wulgarność, a czułość okazywana jest przez podarowanie ukochanemu róż w kolorach tęczy.
-To jak wy się zapładniacie, rozmnażacie i tego typu sprawy?-Yuki stała się dociekliwa, bo nie wiedziała co ma robić, skoro duszek nie mógł spokojnie poczekać na wypełnienie zadania.
-Trzeba pocałować dziewczynę, czule w usta o zachodzie bądź wschodzie słońca.
-I tyle?-Hikaru usiadł z powrotem na łóżko.
-To dużo. Nawet nie wiesz ile u nas się trzeba namęczyć by ją pocałować.
-Aries. Będziesz musiał znieść sposoby naszego świata, u nas jest trudniej. Musisz to jakoś znieść, nie wiem, odwróć się czy coś? Albo zostaw nas na trochę samych..-Yu już zupełnie zawstydzona, zakłopotana i takie tam musiała to z siebie wreszcie wydusić. Jakoś czuła się nieczysto jak myślała o tym, by robić TO przy kimś(z może czymś?) i to jeszcze nie wiadomo ile razy, bo przecież mogło się nie udać..
-Umm no nie wiem. Jeśli ON się o tym dowie może mnie skazać na śmierć za nieposłuszeństwo. Ale z drugiej strony nie mogę patrzeć na coś takiego. A może, ja się schowam na przykład w szafie, wy zrobicie to co macie zrobić, a ja po prostu sprawdzę po tych 11 dniach czy się udało.-Czekał na akceptację albo odrzucenie pomysłu. Robił słodką minkę i próbował ich jakoś rozczulić, by a ni jemu nie stała się krzywda, a ni chłopakowi.
-Yhm ja się w sumie zgadzam, a ty kochanie? To nie najgorszy pomysł, a właściwie najlepsze rozwiązanie. Skoro już mam zostać mamą, a on musi tu być...
-Hympf, no okej.-Zniesmaczony chłopak z niezadowoloną miną przystanął na takie rozwiązanie.
Niestety tej nocy już nic nie dało się zdziałać. Rodzice wrócili, więc Yu musiała być spokojna, pewnie by zaraz do niej przyszli gdyby coś usłyszeli.
Nazajutrz gorące, jaskrawe promienie wdały się do ciemnego, przepełnionego nicością pokoju. Długowłosa przetarła oczy i przypomniała sobie o zadaniu. Parę minut potem zebrała się by wstać, zabrała ze sobą parę rzeczy i poszła wziąć prysznic. Godzinę później była już gotowa i czekała aż Aries się obudzi, a chłopak znów przyjdzie. Trzeba było tylko pozbyć się rodziców na cały dzień i może też noc.
Wybiła 19, rodzice poszli do znajomych, a z nimi do jakiegoś klubu, para szykowała sobie w miarę romantyczne otoczenie, duszek zabrał kilka ciastek, napój oraz 2 poduszki po czym "zadomowił się" w szafie.
Młodzi zaczęli od czułego przytulania, buziaków i pieszczot. Po 30 minutach wreszcie przestali pamiętać o obecności przybysza, a atmosfera zrobiła się luźna, mogli wreszcie rozpocząć to co chcieli zrobić już wcześniej.
Doznali coś czego jeszcze świadomi nie byli, stali się prawdziwymi kobietą i mężczyzną. Teraz czuli do siebie pełne zaufanie, szacunek, miłość.
Następnego dnia Yuki czuła się dobrze więc nabrała obaw, że do niczego nie doszło, a przecież próbowali ubiegłej nocy 4 razy, nie zabezpieczyli się, to nie był jej bezpieczny dzień. Postanowiła pójść do apteki po test ciążowy aby sprawdzić czy będą musieli robić kolejne powtórki czy póki co przystopować.
Na miejscu kupiła na wszelki wypadek 3, natomiast w domu gdy wiedziała, że nic jej nie przeszkodzi sprawdziła wyniki.
Niestety-negatywny. Powtórzyła to samo co wczoraj po przebudzeniu się.
I kolejnego dnia wszystko okazało się klapą. Już nieco podminowana nie wiedziała co jest, o co chodzi, czemu się nie udaje?
Pozostał 1 dzień, nikt nie miał już do niczego siły, ale musieli spróbować jeszcze chociaż ten ostatni raz. Nie mogli się poddać po tym wszystkim, zwłaszcza, że oboje poczuli do siebie już więź i bliskość jakiej nigdy do siebie nie czuli. Rudowłosa czuła, że teraz gdy jemu by się coś stało potrafiłaby się zabić zanim jeszcze jej wspomnienia zostałyby usunięte, ale czy by potrafiła zapomnieć? Postanowiła, że ten ostatni raz ma być taki jaki jeszcze nie był, musi się udać, nie może to być tym razem na siłę, bo trzeba. Nawet jeśli i tak to cudowne, że on dostał szansę na powrót to niewolno tego zlekceważyć. To musiało nastąpić tej nocy, albo wszystko stracone...
czwartek, 21 lutego 2013
sobota, 9 lutego 2013
Damashii cz.3
Weekend nadszedł tak samo szybko jak ferie, a co za tym idzie, czas na kolejną część opowiadania : ).
Nie jestem w zbyt dobrym nastroju więc mogę wszystko kompletnie pomieszać, najwyżej potem poprawię błędy ;].
Damashii cz.3
-Martwi mnie twój brak poczucia tego, że mogę tego nie chcieć. Czuję się jakby tobie zależało tylko i wyłącznie na swoim własnym życiu.
-Kotku. To nie tak. Nie wiem sam co mam myśleć... Naprawdę nie chciałbym robić tego w takiej sytuacji, ale zapomniałem Ci o czymś wspomnieć. Mam na to jeszcze 17 dni. Jeśli w ciągu tego czasu nie zdołam Cię zapłodnić to odejdę z tego świata już na zawsze, a pamięć o mnie zniknie. Nie będziesz nawet wiedziała o moim istnieniu, nikt nie będzie wiedział. Moje ciało rozproszy się jak letnia ranna mgła, zdjęcia, rzeczy tak samo. Rozumiem, że to dla ciebie ciężkie, ale czy ty byś nie chciała na moim miejscu wrócić i być z bliską Ci osobą?-Powoli zaczął ją przekonywać, że nie ma sensu się o nic martwić. Mieli do siebie zaufanie, a przy każdej następnej rozmowie Yuki była coraz bardziej rozluźniona. Chyba dlatego, że chłopak starał się już potem nie naciskać na nią i dać jej wolny wybór.
Pozostało 9 dni. Długowłosa wreszcie zdecydowała się rozpocząć próby ocalenia Hikaru. Otrzymał on od niej zaproszenie. Wieczorem, gdy jej rodzice wyszli gdzieś oni zaczęli się przygotowywać. Zajęło im to godzinę.
Położyli się obok siebie, wtuleni.
-Yu. Bardzo Ci dziękuję. Nie sądziłem, że będziesz potrafiła się dla mnie tak poświęcić.-Czule pocałował ją w czoło, policzek, a następnie w usta.
-Nie, no co ty. Też byś tak postąpił na moim miejscu.-Mocno go do siebie przytuliła.
-Iijajaja! Przestańcie się tak..no.. przy mnie!
-COOOO??!!-Oboje wyskoczyli z łóżka. Piskliwy głosik przerwał ich romantyczne nastroje. No bo skąd tam się ktoś wziął?
-A, ahaha. Przestraszyłem was? Przepraszam najmocniej, ale nie spodziewałem się, że zastanę was w takiej pozie.-Nieznajomy zaczął się kłopotliwie drapać po głowie.
-Kim jesteś?-Yu, która pierwsza się ocknęła spytała unoszącego się nad jej nogami duszka.
-Ja jestem Aries. Zostałem wysłany przez Uzumę na ten dziwny świat. Mam dopilnować, byś wypełnił zadanie lub odszedł stąd na zawsze.-Charyzmatyczny chłopiec pokazał im swoją kosę.
-D-d-dobra.. Właśnie mieliśmy zamiar je wypełnić... Nie wiadomo kiedy znowu nam się uda to powtórzyć, dzięki TOBIE...Zostało mało czasu...
-Nie martwcie się o to poprosiłem o przedłużenie, macie 2 dni więcej.
-To chyba niewielkie pocieszenie, mógłbyś nas zostawić na taki dłuższy moment? Przy twojej obecności do niczego nie dojdzie- Wkurzony były nieboszczyk wreszcie się ocknął i musiał się jakoś wypowiedzieć.
-Umm. Chętnie. Chciałbym, niestety muszę wam towarzyszyć non stop, a więc pamiętajcie, NIE.-Wyszczerzył swoje małe białe ząbki.
Dzisiaj znowu krótko, ale nie mam siły już nic pisać i wyraźnie czuję, że jest źle ;'(. Gomen.
Nie jestem w zbyt dobrym nastroju więc mogę wszystko kompletnie pomieszać, najwyżej potem poprawię błędy ;].
Damashii cz.3
-Martwi mnie twój brak poczucia tego, że mogę tego nie chcieć. Czuję się jakby tobie zależało tylko i wyłącznie na swoim własnym życiu.
-Kotku. To nie tak. Nie wiem sam co mam myśleć... Naprawdę nie chciałbym robić tego w takiej sytuacji, ale zapomniałem Ci o czymś wspomnieć. Mam na to jeszcze 17 dni. Jeśli w ciągu tego czasu nie zdołam Cię zapłodnić to odejdę z tego świata już na zawsze, a pamięć o mnie zniknie. Nie będziesz nawet wiedziała o moim istnieniu, nikt nie będzie wiedział. Moje ciało rozproszy się jak letnia ranna mgła, zdjęcia, rzeczy tak samo. Rozumiem, że to dla ciebie ciężkie, ale czy ty byś nie chciała na moim miejscu wrócić i być z bliską Ci osobą?-Powoli zaczął ją przekonywać, że nie ma sensu się o nic martwić. Mieli do siebie zaufanie, a przy każdej następnej rozmowie Yuki była coraz bardziej rozluźniona. Chyba dlatego, że chłopak starał się już potem nie naciskać na nią i dać jej wolny wybór.
Pozostało 9 dni. Długowłosa wreszcie zdecydowała się rozpocząć próby ocalenia Hikaru. Otrzymał on od niej zaproszenie. Wieczorem, gdy jej rodzice wyszli gdzieś oni zaczęli się przygotowywać. Zajęło im to godzinę.
Położyli się obok siebie, wtuleni.
-Yu. Bardzo Ci dziękuję. Nie sądziłem, że będziesz potrafiła się dla mnie tak poświęcić.-Czule pocałował ją w czoło, policzek, a następnie w usta.
-Nie, no co ty. Też byś tak postąpił na moim miejscu.-Mocno go do siebie przytuliła.
-Iijajaja! Przestańcie się tak..no.. przy mnie!
-COOOO??!!-Oboje wyskoczyli z łóżka. Piskliwy głosik przerwał ich romantyczne nastroje. No bo skąd tam się ktoś wziął?
-A, ahaha. Przestraszyłem was? Przepraszam najmocniej, ale nie spodziewałem się, że zastanę was w takiej pozie.-Nieznajomy zaczął się kłopotliwie drapać po głowie.
-Kim jesteś?-Yu, która pierwsza się ocknęła spytała unoszącego się nad jej nogami duszka.
-Ja jestem Aries. Zostałem wysłany przez Uzumę na ten dziwny świat. Mam dopilnować, byś wypełnił zadanie lub odszedł stąd na zawsze.-Charyzmatyczny chłopiec pokazał im swoją kosę.
-D-d-dobra.. Właśnie mieliśmy zamiar je wypełnić... Nie wiadomo kiedy znowu nam się uda to powtórzyć, dzięki TOBIE...Zostało mało czasu...
-Nie martwcie się o to poprosiłem o przedłużenie, macie 2 dni więcej.
-To chyba niewielkie pocieszenie, mógłbyś nas zostawić na taki dłuższy moment? Przy twojej obecności do niczego nie dojdzie- Wkurzony były nieboszczyk wreszcie się ocknął i musiał się jakoś wypowiedzieć.
-Umm. Chętnie. Chciałbym, niestety muszę wam towarzyszyć non stop, a więc pamiętajcie, NIE.-Wyszczerzył swoje małe białe ząbki.
Dzisiaj znowu krótko, ale nie mam siły już nic pisać i wyraźnie czuję, że jest źle ;'(. Gomen.
wtorek, 5 lutego 2013
Europejskie wydanie pierwszego solowego albumu Satsukiego.
Mam dzisiaj humor mieszany... Od wstania i wrócenia ze szkoły właściwie masakra, ale teraz jestem bardzo szczęśliwa <3.
JEstem taka ponieważ już jakiś czas temu zauważyłam iż mój Satsu wydał pierwszy album, a teraz jest on dostępny w Europie. Szkoda tylko, że jedynie we Francji ;(. Rozmawiałam z pewną osobą i ona nie wie gdzie przez internet można go kupić, a mówił, że jak tam nie ma to nie wiem, bo tam najczęściej są...
Więc jak znajdziecie to piszcie, dzwońcie do mnie nawet w weekendy o 5 godzinie!
Oki nasłuchałam się tylu piosenek dzisiaj, tych ulubionych, że mam zaciesz jak nie wiem co!
A no i mój Smiley się goi<tak zrobiłam sobie kolczyka, znaczy się kolega mi zrobił xD>.
Dobra, a to linki do moich naj naj naj!
-Satsuki-SYMPATHY
-Satsuki-ROMANCE
-Hello, How are you [Suzume version]
-The Gazette-Sumire
-The Gazette-Wakaremichi
-Ray- Rakuen project
-An Cafe[Bou]-Nori Nori Nori
-An Cafe-Smile Ichiban Ii Onna
OKej, nie chce mi się więcej pisać, bo limit mi się kończy i jak bym wam linki szukała to by miesiąc minął xD.
Sayooo
JEstem taka ponieważ już jakiś czas temu zauważyłam iż mój Satsu wydał pierwszy album, a teraz jest on dostępny w Europie. Szkoda tylko, że jedynie we Francji ;(. Rozmawiałam z pewną osobą i ona nie wie gdzie przez internet można go kupić, a mówił, że jak tam nie ma to nie wiem, bo tam najczęściej są...
Więc jak znajdziecie to piszcie, dzwońcie do mnie nawet w weekendy o 5 godzinie!
Oki nasłuchałam się tylu piosenek dzisiaj, tych ulubionych, że mam zaciesz jak nie wiem co!
A no i mój Smiley się goi<tak zrobiłam sobie kolczyka, znaczy się kolega mi zrobił xD>.
Dobra, a to linki do moich naj naj naj!
-Satsuki-SYMPATHY
-Satsuki-ROMANCE
-Hello, How are you [Suzume version]
-The Gazette-Sumire
-The Gazette-Wakaremichi
-Ray- Rakuen project
-An Cafe[Bou]-Nori Nori Nori
-An Cafe-Smile Ichiban Ii Onna
OKej, nie chce mi się więcej pisać, bo limit mi się kończy i jak bym wam linki szukała to by miesiąc minął xD.
Sayooo
poniedziałek, 4 lutego 2013
Alicja w Krainie Serc- recenzja.
Hej. Dziś opowiadania kolejnej części nie dostaniecie, ale za to mam dla was recenzję mangi- "Alicja w Krainie Serc" od autorki Soumei Hoshino.
Dziś po szkole listonosz przyniósł mi ostatni tomik. Byłam wniebowzięta i od razu wzięłam się do czytania. Teraz mam ochotę się rozryczeć na serio, bo manga jest zbyt świetna by ująć ja tylko w 6 tomach.
Dodam jeszcze, że mangę kupiłam chwilę po tym jak została oficjalnie dostępna w Polsce, a ostatni tom dostałam jako jedna z pierwszych kupujących go na Yatta.pl, wiecie prenumerata. A no i pochwalę się wam, że do przesyłki dołączona była słodka przypinka z Alicją.
Eeech pamiętam jak w Łodzi, w galerii czytałam sobie pierwszą część, a gorący ramen powoli stygł...
Okej, biorę się do roboty^ ^.
Historia rozpoczyna się w momencie gdy Alicja jak zwykle zmęczona usypia w pod rozłożystym drzewem w swoim ogrodzie czekając aż jej siostra Lorina przyniesie karty.
Chwilę potem pojawia się przed nią biały królik imieniem Peter i nazwiskiem White. Próbuje zaciągnąć dziewczynę dobrowolnie, a gdy ona stawia mu opór-porywa ją :D. Wmusza w nią miksturę poprzez pewien interesujący sposób.
Zadaniem przybyszki <przybysze-tak nazywali ludzie z Krainy Serc osoby z "naszego" świata> było napełnienie z powrotem fiolki.
Przez wszystkie tomy zmaga się ona z wyzwaniami o różnych treściach. Dodam jeszcze, że w owym miejscu wszyscy mieli słabość do przybyszy-zakochiwali się w nich, darzyli szczególnym uczuciem itp.
Mieszka ona u Juliusa, w Wieży Zegarowej, jedynej neutralnej strefie. To on jako pierwszy ją zobaczył, bo wredny Królik<Taaak Peter to Królik > ja zostawił : (.
Tubylcy byli podzieleni na role-"Odgrywający Role" byli najważniejsi i musieli przestrzegać zasad, choć znalazła się tam jedna osoba, która za wszelką cenę chciała od nich uciec.
Myślałam, że manga skończy się w pewien sposób, ale na szczęście nie miałam racji i się nie rozczarowałam.
Głównych postaci, poza niebieskooką, było 12-jak godzin na zegarze ^ ^.
Myślę, że tyle starczy wam na ten temat, przykro mi ale nie wiem co dalej opisać, by niezdradzić wam wszystkiego i was zaciekawić..
W każdym razie gorąco polecam ;3.
Mam nadzieję, że recenzja nie jest aż tak tragiczna xD.
Jutro postaram się dodać kolejny i może już ostatnią część Damashii, ale nie wiem jak to będzie. Mam 6 lekcji, ale godzinę muszę zostać w szkole/ na przystanku, więc będę chyba zbyt znudzona/zmarznięta by coś wymyślić ^ ^.
No i bardzo się cieszę, że Hoshi, która wytknęła mi sporo wad co do 1 cz. opowiadania, zaciekawiła się kolejną.
Dziś po szkole listonosz przyniósł mi ostatni tomik. Byłam wniebowzięta i od razu wzięłam się do czytania. Teraz mam ochotę się rozryczeć na serio, bo manga jest zbyt świetna by ująć ja tylko w 6 tomach.
Dodam jeszcze, że mangę kupiłam chwilę po tym jak została oficjalnie dostępna w Polsce, a ostatni tom dostałam jako jedna z pierwszych kupujących go na Yatta.pl, wiecie prenumerata. A no i pochwalę się wam, że do przesyłki dołączona była słodka przypinka z Alicją.
Eeech pamiętam jak w Łodzi, w galerii czytałam sobie pierwszą część, a gorący ramen powoli stygł...
Okej, biorę się do roboty^ ^.
Historia rozpoczyna się w momencie gdy Alicja jak zwykle zmęczona usypia w pod rozłożystym drzewem w swoim ogrodzie czekając aż jej siostra Lorina przyniesie karty.
Chwilę potem pojawia się przed nią biały królik imieniem Peter i nazwiskiem White. Próbuje zaciągnąć dziewczynę dobrowolnie, a gdy ona stawia mu opór-porywa ją :D. Wmusza w nią miksturę poprzez pewien interesujący sposób.
Zadaniem przybyszki <przybysze-tak nazywali ludzie z Krainy Serc osoby z "naszego" świata> było napełnienie z powrotem fiolki.
Przez wszystkie tomy zmaga się ona z wyzwaniami o różnych treściach. Dodam jeszcze, że w owym miejscu wszyscy mieli słabość do przybyszy-zakochiwali się w nich, darzyli szczególnym uczuciem itp.
Mieszka ona u Juliusa, w Wieży Zegarowej, jedynej neutralnej strefie. To on jako pierwszy ją zobaczył, bo wredny Królik<Taaak Peter to Królik > ja zostawił : (.
Tubylcy byli podzieleni na role-"Odgrywający Role" byli najważniejsi i musieli przestrzegać zasad, choć znalazła się tam jedna osoba, która za wszelką cenę chciała od nich uciec.
Myślałam, że manga skończy się w pewien sposób, ale na szczęście nie miałam racji i się nie rozczarowałam.
Głównych postaci, poza niebieskooką, było 12-jak godzin na zegarze ^ ^.
Myślę, że tyle starczy wam na ten temat, przykro mi ale nie wiem co dalej opisać, by niezdradzić wam wszystkiego i was zaciekawić..
W każdym razie gorąco polecam ;3.
Mam nadzieję, że recenzja nie jest aż tak tragiczna xD.
Jutro postaram się dodać kolejny i może już ostatnią część Damashii, ale nie wiem jak to będzie. Mam 6 lekcji, ale godzinę muszę zostać w szkole/ na przystanku, więc będę chyba zbyt znudzona/zmarznięta by coś wymyślić ^ ^.
No i bardzo się cieszę, że Hoshi, która wytknęła mi sporo wad co do 1 cz. opowiadania, zaciekawiła się kolejną.
niedziela, 3 lutego 2013
Damashii cz.2
Hej. Obiecałam Sandrze, że dodam 2 część opowiadania do 14 ;3.
Kocham rogaliki mojej mamy, brzoskwiniowe..:P
A teraz szykujcie się, że będzie gorzej niż wcześniej xD
Damashii cz.2
-Yuukii...-dziewczyna odwróciła się za siebie i rozejrzała po grafitowych, zimnych ścianach sali, w której się znajdowali. Nie była w stanie dostrzec skąd dobiegł oschły głos. Sądziła iż to tylko wyobraźnia płata jej figle i nie ma się czym przejmować, po krótkim namyśle wróciła do poprzedniego stanu, żegnania się z nieboszczykiem. Stała tak przy nim jeszcze z 10 minut zastanawiając się jakby teraz to wszystko wyglądało gdyby nie zachciało jej się zaczerpnąć świeżego powietrza.
Chwilę potem ucałowała go w policzek i odeszła ocierając ciemne kropelki ze swojej brzoskwiniowej cery. Nie miała już dłużej ochoty tam zostawać, to było niemiłe, ale jednak stamtąd poszła
Mijając kamienne pomniki, stare drzewa, obojętnych ludzi i jakieś budynki szła tak ze spuszczoną głową. Żałowała tego, że w ogóle go poznała, nie zaczekała jak zwykle, nie wysłała mu chociaż SMS'a z pytaniem za ile będzie.
Przez kilka godzin krążyła wokół miejsc gdzie razem się spotykali, jadali, przytulali i śmiali, w końcu dotarła na miejsce wypadku, zanim tam podeszłą kupiła znicz, a na miejscu go zapaliła. Wszystkie najkoszmarniejsze wspomnienia wróciły, nie potrafiła się uspokoić, a przechodnie patrzyli się na nią z żalem i współczuciem.
Po zachodzie słońca Yu była już w swoim małym, przytulnym, czerwonym pokoju. Upadła na miękkie łóżko stojące przy ścianie. Rozmyślała, rozmyślała i znowu tajemniczy głos dał o sobie znać.-Yuki, czemu? Spójrz na mnie, proszę..-tym razem był ciepły, delikatny, ale pełny cierpienia. Zignorowała to. Przekręciła głowę w stronę okna, a z jej ust wydobył się stłumiony krzyk.-H-h-h-hikaru?! Jak? Ty nie żyjesz! Przecież, sama widziałam.. Kim jesteś i co tutaj robisz?!
-Ja? Przecież mnie poznałaś, przez kilka dni zapomniałaś o wszystkim?-mówił spokojnie, ale i nieco sarkastycznie, tak jakby sobie z niej kpił.-Przepraszam, że cię wystraszyłem. Nie chciałem tu być, ale muszę. To co teraz powiem zabrzmi dziwnie. Uzuma, bóg wszystkich zmarłych kazał mi wrócić na ziemię, ponieważ nie odszedłem z tego świata w terminie jaki mi wyznaczył. Dostałem szansę powrotu, muszę tylko zostać ojcem.-uśmiechnął się figlarnie, a potem zmienił minę na dosyć poważną.-Skarbie, czy chcesz być znowu ze mną? Żeby było tak jak w ciągu 3 lat spędzonych razem? Musimy zostać rodzicami, a wtedy to wszystko będzie trwać jakby nigdy się nie skończyło.
-Ja.. Bardzo bym chciała, to jest cudowna szansa, ale jak? Przecież to będzie dziwne, że umarłeś, a nagle żyjesz i masz ze mną dziecko. Sam fakt, że istnieje taki bóg, a ty jesteś duchem jest nieco przerażający..
-Nie bój się o to, jeśli tu wrócę, Uzuma zmieni bieg wydarzeń lub ludzie zapomną o tym co się stało, a świadomość zachowamy tylko my.-Złapał ją za delikatne, ciepłe dłonie.
-D-dobrze, bardzo pragnę być nadal z tobą, ale moi i twoi rodzice pewnie wykpią jeśli stworzymy nowe życie. No i.. Czy teraz tylko ja cię widzę? Czy inni także mogą cię zobaczyć?
-Obecnie tylko ty. A o tamto się nie martw, oni o wszystkim zapomną, a jedyne co będą w stanie pamiętać to to, że się bardzo kochamy i nic więcej nie będzie miało znaczenia.-Przytulił rudowłosą do swojego niewyczuwalnego ciała i pocałował w czoło. Poczuła jak chłodny, a zarazem namiętny dreszcz mknie przez jej ciało jak szalony.
-To.. co teraz będzie?-spojrzała się na czarnowłosego z miną, której wyrazu dokładnie określić się nie dało...
Kocham rogaliki mojej mamy, brzoskwiniowe..:P
A teraz szykujcie się, że będzie gorzej niż wcześniej xD
Damashii cz.2
-Yuukii...-dziewczyna odwróciła się za siebie i rozejrzała po grafitowych, zimnych ścianach sali, w której się znajdowali. Nie była w stanie dostrzec skąd dobiegł oschły głos. Sądziła iż to tylko wyobraźnia płata jej figle i nie ma się czym przejmować, po krótkim namyśle wróciła do poprzedniego stanu, żegnania się z nieboszczykiem. Stała tak przy nim jeszcze z 10 minut zastanawiając się jakby teraz to wszystko wyglądało gdyby nie zachciało jej się zaczerpnąć świeżego powietrza.
Chwilę potem ucałowała go w policzek i odeszła ocierając ciemne kropelki ze swojej brzoskwiniowej cery. Nie miała już dłużej ochoty tam zostawać, to było niemiłe, ale jednak stamtąd poszła
Mijając kamienne pomniki, stare drzewa, obojętnych ludzi i jakieś budynki szła tak ze spuszczoną głową. Żałowała tego, że w ogóle go poznała, nie zaczekała jak zwykle, nie wysłała mu chociaż SMS'a z pytaniem za ile będzie.
Przez kilka godzin krążyła wokół miejsc gdzie razem się spotykali, jadali, przytulali i śmiali, w końcu dotarła na miejsce wypadku, zanim tam podeszłą kupiła znicz, a na miejscu go zapaliła. Wszystkie najkoszmarniejsze wspomnienia wróciły, nie potrafiła się uspokoić, a przechodnie patrzyli się na nią z żalem i współczuciem.
Po zachodzie słońca Yu była już w swoim małym, przytulnym, czerwonym pokoju. Upadła na miękkie łóżko stojące przy ścianie. Rozmyślała, rozmyślała i znowu tajemniczy głos dał o sobie znać.-Yuki, czemu? Spójrz na mnie, proszę..-tym razem był ciepły, delikatny, ale pełny cierpienia. Zignorowała to. Przekręciła głowę w stronę okna, a z jej ust wydobył się stłumiony krzyk.-H-h-h-hikaru?! Jak? Ty nie żyjesz! Przecież, sama widziałam.. Kim jesteś i co tutaj robisz?!
-Ja? Przecież mnie poznałaś, przez kilka dni zapomniałaś o wszystkim?-mówił spokojnie, ale i nieco sarkastycznie, tak jakby sobie z niej kpił.-Przepraszam, że cię wystraszyłem. Nie chciałem tu być, ale muszę. To co teraz powiem zabrzmi dziwnie. Uzuma, bóg wszystkich zmarłych kazał mi wrócić na ziemię, ponieważ nie odszedłem z tego świata w terminie jaki mi wyznaczył. Dostałem szansę powrotu, muszę tylko zostać ojcem.-uśmiechnął się figlarnie, a potem zmienił minę na dosyć poważną.-Skarbie, czy chcesz być znowu ze mną? Żeby było tak jak w ciągu 3 lat spędzonych razem? Musimy zostać rodzicami, a wtedy to wszystko będzie trwać jakby nigdy się nie skończyło.
-Ja.. Bardzo bym chciała, to jest cudowna szansa, ale jak? Przecież to będzie dziwne, że umarłeś, a nagle żyjesz i masz ze mną dziecko. Sam fakt, że istnieje taki bóg, a ty jesteś duchem jest nieco przerażający..
-Nie bój się o to, jeśli tu wrócę, Uzuma zmieni bieg wydarzeń lub ludzie zapomną o tym co się stało, a świadomość zachowamy tylko my.-Złapał ją za delikatne, ciepłe dłonie.
-D-dobrze, bardzo pragnę być nadal z tobą, ale moi i twoi rodzice pewnie wykpią jeśli stworzymy nowe życie. No i.. Czy teraz tylko ja cię widzę? Czy inni także mogą cię zobaczyć?
-Obecnie tylko ty. A o tamto się nie martw, oni o wszystkim zapomną, a jedyne co będą w stanie pamiętać to to, że się bardzo kochamy i nic więcej nie będzie miało znaczenia.-Przytulił rudowłosą do swojego niewyczuwalnego ciała i pocałował w czoło. Poczuła jak chłodny, a zarazem namiętny dreszcz mknie przez jej ciało jak szalony.
-To.. co teraz będzie?-spojrzała się na czarnowłosego z miną, której wyrazu dokładnie określić się nie dało...
sobota, 2 lutego 2013
Damashii.
Witam. Jak obiecałam dziś dodaję opowiadanie ;3. Takie pierwsze wypociny, które będą<bo dopiero napiszę> kompletnie bez sensu ^ ^. W każdym razie tytuł to "Damashii"-duch/dusza. A teraz pozwólcie, że spróbuje pobudzić jakąkolwiek wenę twórczą..
Damashii cz. 1
*Dryyyyyń* *dryyyń*-budzik Yuki nie dawał jej spokoju...-umm... głupi dzwonek. To dzisiaj, tak to niestety już dzisiaj... Chciałabym mieć to już za sobą. Czemu to wtedy musiało się wydarzyć? Czemu nie mógł się jak zwykle spóźnić? Hikaru... Tak bardzo za tobą tęsknię.- Słona łza spłynęła jej po bladym policzku. W końcu musiała iść na pogrzeb swojego ukochanego. Zaledwie tydzień temu jeszcze byli szczęśliwą parą...
7 dni wcześniej, godzina 14:24
Yu szła do restauracji, w której się umówiła. Była pewna, że znowu będzie długo sama czekać, bo on zawsze się spóźniał. Stwierdziła, że nie ma sensu czekać w tłocznym miejscu w samym środku lata, wyszła się przewietrzyć. Spacerowała tak wzdłuż wiśniowej alei, pomiędzy różnymi drzewami. 20 minut później zaczęła wracać. Po drugiej stronie ulicy zobaczyła Hikaru chodzącego w tą i z powrotem, miał jakąś zdenerwowaną i zmartwioną minę. Rudowłosa zwróciła jego uwagę na siebie. Chłopiec nawet się nie obejrzał i już zaczął biec poprzez ruchliwą drogę...-Hikaru, uważaj! NIE!!!- ostatnie co widział to zapłakana twarz dziewczyny i światła pędzącej ciężarówki.
Bohaterka wpadła w histerię, nie wiedziała co robić, upadłą na kolana i wołała pomoc, ale nikt się nie zainteresował, samochód zatrzymał się, ale już po wszystkim, gdy ciało nastolatka było podzielone na kilka części.
Po chwili karetka i policja były już w drodze. Ciało zmarłego zostało przewiezione do kostnicy, a Yuki wraz z kierowcą zawieziona na komisariat, podano jej leki uspokajające.
Przesłuchanie trwało półtorej godziny. Gdy wszyscy dowiedzieli się co się stało, niebieskooka została "tą najgorszą", wyzywali ją, mówili, że to jej wina, aż w końcu ona sama tak zaczęła myśleć...
Obecnie, godzina 7:31
-Czyli muszę stawić czoła rzeczywistości, wrócić i przyjąć ich docinki.. Nie mogę przecież tam nie pójść, oby tylko wszystko szybko poszło i pozwolili mi się z nim pożegnać-wreszcie wstała z łóżka i zaczęła się ubierać. Włożyła swoje czarne botki, granatowe jeansy, szary top i czarną marynarkę z wywijanymi rękawkami. Nie miała ochoty zjeść śniadania, pewnie by zwymiotowała.
Niecałą godzinę później była już na miejscu, za chwilę miał się odbyć pochówek.
W kościele gdy podeszła do ciała, złapała za rękę, a kolejne łzy zaczęły płynąć po policzkach i rozmazywać tusz, a potem kapały sobie na podłogę usłyszała głos...
Yu szła do restauracji, w której się umówiła. Była pewna, że znowu będzie długo sama czekać, bo on zawsze się spóźniał. Stwierdziła, że nie ma sensu czekać w tłocznym miejscu w samym środku lata, wyszła się przewietrzyć. Spacerowała tak wzdłuż wiśniowej alei, pomiędzy różnymi drzewami. 20 minut później zaczęła wracać. Po drugiej stronie ulicy zobaczyła Hikaru chodzącego w tą i z powrotem, miał jakąś zdenerwowaną i zmartwioną minę. Rudowłosa zwróciła jego uwagę na siebie. Chłopiec nawet się nie obejrzał i już zaczął biec poprzez ruchliwą drogę...-Hikaru, uważaj! NIE!!!- ostatnie co widział to zapłakana twarz dziewczyny i światła pędzącej ciężarówki.
Bohaterka wpadła w histerię, nie wiedziała co robić, upadłą na kolana i wołała pomoc, ale nikt się nie zainteresował, samochód zatrzymał się, ale już po wszystkim, gdy ciało nastolatka było podzielone na kilka części.
Po chwili karetka i policja były już w drodze. Ciało zmarłego zostało przewiezione do kostnicy, a Yuki wraz z kierowcą zawieziona na komisariat, podano jej leki uspokajające.
Przesłuchanie trwało półtorej godziny. Gdy wszyscy dowiedzieli się co się stało, niebieskooka została "tą najgorszą", wyzywali ją, mówili, że to jej wina, aż w końcu ona sama tak zaczęła myśleć...
Obecnie, godzina 7:31
-Czyli muszę stawić czoła rzeczywistości, wrócić i przyjąć ich docinki.. Nie mogę przecież tam nie pójść, oby tylko wszystko szybko poszło i pozwolili mi się z nim pożegnać-wreszcie wstała z łóżka i zaczęła się ubierać. Włożyła swoje czarne botki, granatowe jeansy, szary top i czarną marynarkę z wywijanymi rękawkami. Nie miała ochoty zjeść śniadania, pewnie by zwymiotowała.
Niecałą godzinę później była już na miejscu, za chwilę miał się odbyć pochówek.
W kościele gdy podeszła do ciała, złapała za rękę, a kolejne łzy zaczęły płynąć po policzkach i rozmazywać tusz, a potem kapały sobie na podłogę usłyszała głos...
Subskrybuj:
Posty (Atom)