Konbanwa~. Od jakiegoś czasu nic nie dodawałam ponieważ na początku nie miałam zbytnio czasu, a przez ostatnie 3 dni jeszcze mi się klawiatura zepsuła..., na szczęście już się sama naprawiła <3.
Jest okej, koniec koszmarnego tygodnia. Jeszcze dzisiaj miałam same najgorsze lekcje x.x
Jutro jadę po trampki na koturnach *q*. Wstawię od razu zdjęcie jak dostanę.
Ostatnio zaczęłam znowu wchodzić na Radio Aoi. Ciuciu mnie nie pamięta, i ogólnie naszych rozmów, i tego jak się żalił, że nikt mu nie mówi, że jest męski, a ni tego, że przez niego miałam budyń w staniku T^T, i zapomniał o tym, że mu miałam Alicję w krainie Serc pożyczyć no i na początku stwierdził, że "to shonen ai, nie shojo ai"-agragragr, jak już to shojo, ale kurde jak można pomylić?! No i żeby nie chcieć zobaczyć proszenia o besztanie xD. Ale możliwe, że na Animatsuri pojedzie, jak zdąży skądś tam wrócić, ta miał nie jechać ale po mojej wiadomości zastanowił się i zostały szanse by jechał, I'm boss~! :3.
Szkoda, że Shiba Inu nie ma audycji teraz T^T, mam nadzieję, że to nie na zawsze już...
Okej miałam opowiadanie pisać, to już końcówka, wiem słabe i wszystko się sybko dzieje, rozwiązuje, no ale to miało być 1-2 częściowe, a się na 5 rozciągnęłam więc i tak przerosło moje założenia.
Wychowawczyni zauważyła dzisiaj mojego smiley'a, kurde, oby nie dzwoniła do mamy, trochę inne wersje znają ^ ^. Dobra pisze.
Damashii cz.5
Zostało kilkanaście godzin do powrotu, bądź odejścia na zawsze przez Hikaru.
Tak na wszelki wypadek Yuki wybrała się do ginekologa, by się upewnić czy może już nie zaszła w ciążę. Chłopak chciał jej towarzyszyć lecz ona stwierdziła, że sama da sobie radę.
Tuż przed wejściem do gabinetu wymamrotało coś pod nosem, położyła rękę na brzuchu, tak jakby miała nadzieję, że jednak się udało, wszystko jest w porządku i nie ma się czym martwić.
Lekarz badał ją przez prawie pół godziny. W końcu odłożył wszystkie narzędzia i wytarł żel. Wydawał się być trochę zakłopotany i smutny.
Po krótkiej rozmowie na temat tego, że nic nie jest uszkodzone, Yu dowiedziała się, że jest bezpłodna i to dlatego lekarz zwlekł ze wszystkim, nie wiedział jak nastolatce powiedzieć, że nie może mieć dzieci.
Dziewczyna wpadła w rozpacz. Miała ochotę się zabić. W końcu jej ukochany oparł na niej swoją nadzieję na powrót do życia, tyle dni zmarnowanych, zostało tak mało czasu...
Nie wiedziała co zrobić, z łzami w oczach pożegnała się z ginekologiem i wyszła z gabinetu. Chwilę potem siedziała już.na fotelu, a przed nią Aries i Hikaru. Nie wiedzieli jeszcze co ich czeka.
-Słuchajcie. Muszę wam powiedzieć coś ważnego, bardzo ważnego. Kotku możliwe, że mnie znienawidzisz, nie będziesz chciał mnie znać...-spojrzała mu w jego duże oczy, a w swoich miała już łzy.
-C-co się stało? O co chodzi?!
-Byłam dziś u ginekologa...
-...?
-...?-Dowiedziałam się, że jestem bezpłodna.- Rozpłakała się już na dobre.- Peoszę cię, wybacz mi, mogłam iść tam wcześniej. Przeze mnie... wszystko zawaliłam....
-Jak to?- Duszek wzleciał z fotela i uniósł się nad nimi. Nie wiedział co robić, nigdy takiej sytuacji nie zastał, w końcu to pierwszy raz kiedy jest w ich świecie.
-Yuki, owszem, szkoda, ale wiem, że się starałaś i robiłaś wszystko co w twojej mocy. To i tak dużo, nawet nie musiałaś zgadzać się na ten jeden raz, a zrobiłaś ro bez jakiegoś wielkiego sprzeciwu i przedstawienia. Doceniam to, naprawdę i szczerze Ci dziękuję. Teraz jeśli odejdę to przynajmniej będę wiedział jak wspaniałą miałem dziewczynę. Nie martw się jakoś się ułoży najważniejsze, że zapomni...-Yu urwała mu w połowie słowa.-Nie kończ! Nie chcę! Muszę zachować świadomość, to co się stało... O tym nie można zapomnieć, błagam, Aries zostaw mi chociaż to!- Upadła na ziemię, nie wiedziała co ma począć. Odzyskała
ukochanego, a po paru dniach znów wszystko zawaliła, bo nie pomyślała by wszystko sprawdzić na początku.
10 minut przed zabraniem Hikaru z powrotem do zaświatów. Aries strasznie zdenerwowany. Yuki żegna się z ukochanym, a on nie chce jej wypuścić z objęć. Wolałby zostać z nią, albo chociaż zginąć w jej uścisku...
-Eeee.. dobra. czas sądu ostatecznego właśnie nadszedł. Przykro mi, sam nie chcę tego robić... Możecie tylko pamiętać, że kiedyś na pewno się spotkacie.-niepewnie wymamrotał coś nasz mały biedny młody i niewinny duszek.
Chłopak uklęknął na ziemi przed swoim "zabójcą".
-Yuki, skarbie, mam nadzieję, że niedługo o mnie zapomnisz i twoje życie stanie się o niebo lepsze. No i wybacz mi to co ci zrobiłem. Chcę usłyszeć twoja słowa wybaczenia jako ostatnie.
-N-nie ja nie mogę! Nigdy o tobie nie zapomnę i nie wybaczę, nie mam czego, nie tobie. Jesteś najpiękniejszym co mnie spotkało. Już nie będę mogła z tobą porozmawiać, pobyć. Z nikim nie będę się czuła jak z tobą. Będę strasznie tęsknić. To ty powinieneś mi wybaczyć, to moja wina, że cię zmartwiłam, moja wina, że wpadłeś pod tamto auto. Gdyby nie moje głupie zachowanie nadal wszystko byłoby okej, a żadne Uzuma by nie dawał ci takich zadań. Ciebie już praktycznie nie ma. Pozwól mi chociaż pocałować ciebie ostatni raz, gdy słońce zbliża się ku zenitowi.-Jeśli tego pragniesz, chcę spełnić twoje ostatnie życzenie. Aries za 20 sekund możesz to zrobić.
-Tak jest!
Złączyli się w namiętnym pocałunku. Najlepszym w ich historii, po policzkach obojga spłynęły słone, zimne łzy.
Latający zamachnął swoją kosą z całej siły. Na twarzach wszystkich widniało przerażenie, ale młodzi nadal byli ze sobą złączeni.
W chwili uderzenia oślepiające światło wypełniło pokój. Każdy myślał, że tak ma właśnie być.
Nagle w ścianie utworzył się jakiś portal, a wyszedł z niego dość wysoki mężczyzna. Miał czarne długie włosy, czarne ubranie i takie same duże skrzydła, miał wyraźne, męskie kontury twarzy. Był bardzo przystojny ogółem.
-P-p-p-pan U-u-u-zuma..-wyjąkał Aries.- C-co pan tutaj robi?
-Jak to? Zadanie zostało wypełnione więc muszę oficjalnie oddać temu człowiekowi życie. No i wymazać wspomnienia związane z jego śmiercią z ciał śmiertelników. Coś ty robił na szkoleniu? Hm...?-Ale przecież ja jestem bezpłodna!-wtrąciła się dziewczyna nie mogąc uwierzyć w to co się teraz dzieje, na moment łzy żalu przestały płynąć, a po chwili zastąpiły je łzy szczęścia.
-Owszem, ale jest przy tym wyjście, nigdy nie może być tak, że nie ma nawet cienia szansy na odzyskanie zmarłego. Wam udało zrobić się to tak jak robią to Duchy Cmentarne. To najmniej możliwy sposób, ale wam się udało.
-T-to wspaniałe. Woow nie sądziłem, że taka możliwość istnieje.
-Ja też nie. To cudowne. Teraz będziemy mogli być razem.
-Oczywiście, nigdy cię nie opuszczę.
Minął moment i wszystko było już okej, oni szczęśliwi, a Uzuma i Aries wrócili do swoich światów. Wszystkie zdarzenia pozostały tylko w pamięci zakochanych. Mimo takiego trudu i tak mieli parę kłótni, ale zawsze się godzili i tak były one rzadko i naprawdę o coś ważnego. Nie chcieli się stracić drugi raz, tym razem mogło nie być już odwrotu. Przetrwali ze sobą długie długie lata i dopiero wtedy przyszedł czas rozłąki na zawsze. Śmierć. Okrutna i bolesna. Obiecywał, że jej nie zostawi, a jednak nie miał wyboru... ona odeszła rok po nim. Spotkali się w zaświatach i mogli ze sobą być wieki choć nie mogli tego szczęścia dzileić z nikim innym. Byli tylko oni oraz Aries co jakiś czas ich odwiedzający, był już przecież dorosły i doświadczony, Uzuma widywał się z nimi tylko na comiesięcznych obchodach "Śmiercionośnych", aby dusze nie zostały skażone czystym złem i nie musiały zostać usunięte już na zawsze.
Koniec : ) Trochę się napisałam więc mam nadzieję, że nie jest to aż taka klapa. To proszę o komy na temat :D. Następne opowiadanie rozpocznę może za jakiś tydzień, dwa. Nie mam siły i pomysłu. Poza tym myliła by mi się akcja z tym.
Oyasumi nasai <3.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz